Archiwum

Archiwum: grudzień 2011

Życie prywatne pracoholika

3 grudzień 2011

Siedzieli wszyscy w czwórkę w knajpie “U Włocha”. Piątek, 22:30. Piwo, pizza i emocjonalna analiza minionego tygodnia.

Każdy dzień pracy w tym tygodniu trwał po 12-13 godzin. Nawet dziś, w piątek, pracowali do 20:00. I tak już od kilku miesięcy.

- “To są wariackie terminy i nic na to nie poradzisz. Musimy to wytrzymać” – powiedział Artur.

- “Nie mogę się zgodzić. Gdyby cały projekt był lepiej zarządzany, to wielu problemów mogliśmy uniknąć” – odparował Krzysiek.

- “Krzysiek, to jest utopia. W projekcie było pełno nowych, niedoświadczonych osób. Nie było szans, żeby to zrobić lepiej. A terminy rzeczywiście były wariackie” – zauważył całkiem trzeźwo z nad kolejnego piwa Wojtek. – “Ale to, co mnie wkurza, to to, że niektórzy wypominają mi urlop, który wziąłem w trakcie projektu. Bez tego nie byłbym w stanie działać”

Artur chyba zrozumiał aluzję Wojtka. Od razu zareagował:

- “Nie wypominam Ci urlopu. Po prostu brakowało nam rąk do pracy”

- “Jak ktoś jest pracoholikiem i nie potrafi sobie wywalczyć urlopu, to jego problem” – ciągnął Wojtek.

- ” A w dziale X pracują od godziny do godziny i mają gdzieś opóźnienia w projekcie” – wtrącił Krzysiek.

Milcząca do tej pory Ania poczuła się wywołana do dyskusji:

- “Ja faktycznie pracuję od godziny do godziny, ale w ciągu dnia daję z siebie 200%. Nie zajmuję się w tym czasie prywatnymi sprawami, jak niektórzy”

- “Akurat nie Ciebie miałem na myśli, Ania” – Krzysiek nawet nie przypuszczał, że Ania weźmie jego słowa do siebie.

Ania jednak czuła, że musi wytłumaczyć się do końca:

- “Pracuję od godziny do godziny, bo w każdy dzień mam coś po pracy zaplanowane”.

Te słowa uderzyły Krzyśka niczym pałką w głowę. Owszem, pracę planuje. Stara się ją organizować w sposób najbardziej efektywny. Ale żeby planować czas po pracy? I z tego powodu wychodzić z pracy o punktualnej godzinie?

Dla niego nie było nigdy końca dnia pracy. Zawsze jeśli trzeba było coś skończyć, to praca była ważniejsza, niż wszystko inne. Żona wypominała mu to niejednokrotnie.  Teraz zrozumiał, z czego to wynika.

- “Czy ja nie powinienem zacząć planować swojego prywatnego czasu z kalendarzem w dłoni?” – przemknęło my przez myśl.

Sięgnął po szklankę z piwem i zamyślił się.

Czas prywatny pracoholika