Archiwum

Archiwum: styczeń 2011

Jeszcze wiele osób nie zarządza czasem

11 styczeń 2011

Wczoraj zadzwonił do mnie redaktor z Dziennika Gazeta Prawna. Pisze artykuł na temat zarządzania czasem i zbierał materiały.

Odpowiadając na jego pytania po raz kolejny uświadomiłem sobie, jak wiele osób nadal ma problem z dobrym zarządzaniem czasem – w szczególności właścicieli małych firm, ale nie tylko. W dużych korporacjach są wdrożone systemy szkoleniowe, które uczą ludzi dobrego zarządzania czasem. A pozostali? Gonią w kółko, bo albo nie wiedzą, że mogą lepiej zorganizować swój czas, albo uzyskać odpowiednią motywację.

Nie dawno na przykład zgłosił się do mnie właściciel stolarni. Pracuje codziennie po 12-15 godzin i nie widzi sposobu jak z tego wybrnąć. Niestety – ludzie zaczynają myśleć o dobrym zarządzaniu czasem dopiero wtedy, kiedy staje się to dla nich uciążliwością nie do zniesienia. Szkoda, bo taką organizację pracy można poprawić już na wcześniejszym etapie – kiedy pojawiają się pierwsze symptomy. Ale wtedy każdy myśli, że poradzi sobie sam.

Zarządzanie czasem

Czy czekasz na kopa?

4 styczeń 2011

Jest początek roku. Wielkie plany. Zapał.
Jest środek roku. Wielkie palmy. Upał.
Jest koniec roku. Wielka plama. Kicha.

Czy u Ciebie też tak wygląda motywacja do działania?
Czy potrzebujesz kopa, który wyrwie Cię ze strefy komfortu?

Nie czekaj, aż przydarzy Ci się to, co mi się przydarzyło 28 lipca 2010:

Jadę jak zwykle do pracy. No – trochę mniej, niż jak zwykle, bo zamiast skręcić
na węzeł Kardynała Sapiechy jadę prosto obwodnicą A4 w stronę Wieliczki.

Pada deszcz.

Jadę lewym pasem. Jakieś 130 km/h. Tyle jest zgodnie z przepisami.
Na pewno nie więcej.

Nagle, na lewym pasie 3 pasmowej obwodnicy KAŁUŻA.
Tak. Kałuża!
Ja pędzę 130 km/h, a przede mną głęboka na 5 cm kałuża.
Hamować? Nie ma szans.
Wpadam w tę kałużę. Szarpnięcie kołami wyrywa mi kierownicę z rąk.
Auto zaczyna tańczyć. Przelatuje z lewego pasa na prawe pobocze
przecinając 2 pasy obwodnicy. Szczęście, że nic nie jechało tymi pasami.
Byłoby już po mnie.

Obraca mnie o 180 stopni i uderzam lewym bokiem z całej siły w barierę na prawym poboczu.
Wybucha boczna poduszka powietrzna. Sunę jeszcze trochę tyłem trąc
lewym bokiem po barierze. Wreszcie się zatrzymuję.
Ufff. Żyję, jestem cały. W sumie nic mi się nie stało.
Tylko auto. Na szczęście tylko auto.

ALE TO NIE KONIEC…

Dzwonię do ubezpieczyciela. Dzwonię do pracy, że mnie nie będzie.
Czekam na lawetę. Czekam, czekam, czekam.

Pada coraz bardziej, więc siedzę w środku – na miejscu pasażera.
Czekam już z 25 minut, kiedy nagle widzę czarne suzuki grand vitara,
które jedzie tym samym lewym pasem, wpada w tę samą kałużę,
wykonuje ten sam piruet. I pewnie zatrzymałoby się dokładnie w tym
samym miejscu, w którym ja sie zatrzymałem, gdyby nie to, że ja tam już stałem.
Dlatego suzuki grand vitara (niemałe auto prawda?) uderza swoim tyłem w mój przód
i dokańcza zniszczeń samochodu.
A ja siedzę w środku.

I mnie po raz kolejny nic się nie stało. Krótka, cicha modlitwa dziękczynna.

Wyskoczyłem z auta nie czekając na kolejnego chętnego do parkowania na moim samochodzie.
Chowam się do rowu, za barierę. Moknę w deszczu, ale żyję.

Ale to był dla mnie kop. Obudziłem się z letargu. Od tamtego czasu zrobiłem wiele rzeczy.
Nie będę Ci pisał jakich. Ale mam motywację. Wielką motywację.

A Ty?
Czy nadal czekasz na swojego kopa motywacyjnego?
A może dobrze Ci jest w strefie komfortu?
Napisz w komentarzu.

Motywacja